Jestem strasznie niezadowolona z siebie.
Brakuje mi czegoś.
Kogoś.
Brak potencjalnych ofiar w okolicy.
Jestem posiadaczem kompleksów różnych.
Takich, siakich, różnorakich.
Przejawia się to w nienawiści do ludzi. I to wcale nie tych, których uważam za "lepszych".
Nienawidzę debili. Debile nie mają problemów. Nie zastanawiają się nad niczym, a już nad sobą tym bardziej.
I za to właśnie ich nienawidzę.
Za coś, czego ja nigdy nie doświadczę - za taką beztroskę i ingnorancką głupotę.
Podziwiam Joeya DeMaio. Jest Kawalerem Krzyża Maltańskiego. Myślałam, że zwariuję, jak się o tym dowiedziałam. Fuck.
Mimo tego dalej brzydzą mnie wszystkie organizacje katolickie, z Oazą na czele. Fuj. Dosłownie mnie brzydzą.
Lovecraft miał rację, wszystko jest bez sensu, a moje pisanie tu jest jeszcze bardziej bez sensu niż wszystko inne. Dupa, dupa.
Idę chyba zaraz spać, bo mi zimno i w ogóle beznadziejnie.
g ó w n o
Znowu to robię.
Znowu zakładam durnego bloga, którego i tak nie będę prowadzić.
Znowu będzie wchodzić tu jakieś tałatajstwo.
Znowu.
Znowu.
Znowu.
Robię to z nudów i z braku czegoś, czego mi brakuje i odczuwam brak tego. Myślę, że ten brak tego czegoś, jest wywołany brakiem czegoś. Tego czegoś, właśnie.
Jak się nie ma z kim gadać, to zawsze można pogadać do kompa. Ot, kolejny cudowny plus naszych wspaniałych nowych czasów.